25 lipca 2016 roku błogosławieństwem udzielonym przez księdza proboszcza Henryka Hendzla 40 młodych ludzi z parafii: Klimontów, Goźlice, Chobrzany i Mydłów rozpoczęło pielgrzymkę do Krakowa, aby wraz z papieżem Franciszkiem przeżywać Światowe Dni Młodzieży, którym przewodziły chrystusowe słowa: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią!". Pod duszpasterską opieką księży: Piotra Kary, Pawła Sulickiego, oraz Mateusza Woszczyny młodzi ludzie przez 7 dni wraz z przybyłymi do Polski tłumami młodzieży wszystkich narodowości brali udział w różnych wydarzeniach przygotowanych z tej okazji. 26 lipca na Błoniach uczestniczyli w uroczystej Mszy Świętej inauguracyjnej, sprawowanej pod przewodnictwem kard. Stanisława Dziwisza. Wówczas w Krakowie gościło już kilkaset tysięcy młodych ludzi i z każdą godziną napływały coraz większe rzesze pielgrzymów. Błonia zamieniły się w falujące milionem kolorów morze - to za sprawą flag, proporców i transparentów niesionych przez młodzież, a także...peleryn przeciwdeszczowych, które raz po raz trzeba było zakładać na plecy, bo niebo witało przyjezdnych obfitym deszczem. Kiedy zaś to morze ludzi zaczęło wspólnie, w jedności chwalić Boga w Ofierze Eucharystycznej nie sposób było powstrzymać wzruszenia ogarniającego serce z wielką siłą - łzy radości płynęły po twarzach tysięcy, gdy przyjmowali Komunię świętą. Na dziękczynienie wśród tańczących flag Błonia rozbrzmiały potężnym głosem pieśnią "Jesus Christ, You are my life!". Wracali skandując na ulicach Krakowa imię Jezusa i  pozdrawiając radośnie wszystkich dookoła - gości i mieszkańców. Wielki raban w mieście.

 

Oczekując na przybycie Ojca Świętego Franciszka młodzież uczestniczyła w wielu zorganizowanych specjalnie z okazji ŚDM wydarzeniach, atrakcjach kulturalnych, artystycznych, sportowych i duchowych. Były zatem i koncerty z piękną muzyką wielu gatunków, i przedstawienia teatralne, i występy artystów, i festiwale filmów katolickich, i zawody sportowe i wiele innych wydarzeń, w których młodzi uczestniczyli tłumnie i chętnie, co było widać gołym okiem. Dwukrotnie na Stadionie Cracovii Klimontów wśród 14 tysięcy innych młodych Polaków słuchał Słowa głoszonego przez biskupa Edwarda Dajczaka oraz prymasa Polski abp Wojciecha Polaka. Ich katechezy przybliżające tajemnicę Bożego Miłosierdzia wypowiadane były bardzo serdecznie i z wielkim ciepłem. Ich słowa, chyba dlatego, że wypowiadane z uroczą prostotą i bezpośredniością, a przykłady oparte o osobiste doświadczenia okraszone nutą humoru i często samokrytyki - "trafiały w punkt" i zapewne zostały zapamiętane przez wiele młodych głów. Pasterze odpowiadali ponadto na podsyłane im na karteczkach z pomocą wolontariuszy pytania młodzieży dotyczące wiary, Boga, grzechów, przebaczania. Wypełniony po brzegi stadion wydawał się drżeć w posadach, gdy podczas Mszy Świętej i po jej zakończeniu machający flagami biało-czerwony tłum śpiewem wielbił Boga "na całe gardło". Meksykańska fala przechodząca raz po raz od jednego końca do drugiego. Owacje: "Wszystkie brawa! Dla Jezusa!". Kipiąca radość.  Niesamowite przeżycie - być tam.

27 lipca im bardziej zbliżał się wieczór, tym bardziej oblężone stawały się chodniki, balustrady i ulice Starego Miasta. Każdy szukał miejsca, z którego mógłby choć przez sekundę dostrzec "na żywo" Piotra naszych czasów, gdy przejeżdżał z Wawelu na Franciszkańską 3. Klimontowska grupa rozbiła się wówczas na dwie części, z których jedna miała więcej szczęścia i "wylądowała" zaraz naprzeciwko Papieskiego Okna, druga zaś mogła liczyć na to, że papież gdzieś im "mignie". Ale radość ze spotkania była taka sama w obu. Tysiące kamer, telefonów i smartphonów w rękach albo na selfistickach wyrastało nagle, gdy przejeżdżało papamobile. Wycie syren i sygnałów policyjnych. Migające światła. Szpaler samochodów. A potem  wyczekiwana postać w oknie i Apel Jasnogórski. Zasłuchanie w słowa Ojca Świętego. Skupienie. Wzruszenie.

Kulminacyjnym punktem dnia 28 lipca było spotkanie z Ojcem Świętym. Po katechezie, o której wspomniano wyżej, morze flag popłynęło falami na Błonia. Niebo znowu chłodziło rozentuzjazmowane głowy rześkim (...i  rzęsistym) deszczem. W sektorze C3 zataczała kręgi i ósemki biało-czerwona flaga z czarnym napisem "KLIMONTÓW". Wśród radosnych okrzyków i grzmiących oklasków papa Francesco przejeżdżał powoli pomiędzy sektorami witając się z młodzieżą i pozdrawiając ją. Znowu radość. Dużo radości. "Esta es la juventud del papa!"- "Oto jest młodzież papieża!" - rozbrzmiewało w wielu miejscach. Głos miała młodzież, Franciszek zaś słuchał z uśmiechem i błogosławił. Potem, gdy nadeszła jego kolej, Błonia ucichły - młodzi z powagą wsłuchiwali się w słowa Ojca Świętego. Słowa, które wzywały do odwagi w pokazywaniu innym Chrystusa przykładem własnego życia, życia przepełnionego miłosierną ofiarnością samego siebie. Do tego, by być darem z siebie na wzór Zbawiciela. Dzień zakończył się wielkim koncertem uwielbienia. A pod Oknem Papieskim tradycyjnie Papież znów spędził kilka chwil z młodzieżą.

Piątek 29 lipca to dzień Drogi Krzyżowej z udziałem Ojca Świętego Franciszka. W tym, tak jak i w poprzednich dniach rzesze kapłanów wykonało ogromną pracę jednając z Bogiem i rozgrzeszając wielkie tłumy pielgrzymów przystępujących do spowiedzi. Strefy Pojednania cieszyły się niesłabnącą popularnością. Na Błoniach zaś stacje Męki Pańskiej rozważano  w oparciu o uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy. Odczuwalna była zaduma i większe nić dotychczas wyciszenie zgromadzonych na modlitwie. Rozważania wzbogacono artystycznymi wizualizacjami - nieraz dosłownie, a nieraz metaforycznie artyści posługując się tańcem, muzyką, plastyką, światłem i ruchem starali się zinterpretować istotę każdego rozważania. To była modlitwa dająca umocnienie i wskazująca dobrą drogę. Drogę Miłosierdzia. Po zakończeniu Drogi Krzyżowej, na Rynku Głównym w Krakowie wybrzmiały tony oratorium poświęconego tym, którzy są dziś na świecie prześladowani za wiarę, szczególnie za wiarę w Chrystusa. Artyści pod przewodnictwem autora dzieła: kompozytora i dyrygenta Piotra Rubika śpiewali o dobru i złu, o miłości do bliźniego, o cierpieniu, krzywdzie i przebaczeniu, o wierze, o niesprawiedliwości współczesnego świata, o zapomnianych maluczkich i o pysze sprawujących władzę, o ludzkim współczuciu i o ludziach dobrej woli, o wojnie, o pokoju, o Bogu. Poruszające, mądre słowa wraz z przepiękną, wzniosłą muzyką symfoniczną złączyły się w całość, będącą nie tylko wspaniałym przeżyciem estetycznym i emocjonalnym, lecz także, a raczej przede wszystkim duchowym.

W sobotę już nie morze, lecz nieprzebrany ocean ludzi napływał do Campus Misericordiae do podkrakowskich Brzegów, gdzie Ojciec Święty Franciszek i wszyscy zgromadzeni biskupi i kapłani sprawowali Najświętszą Ofiarę. Później czuwanie na modlitwie ze zgromadzoną młodzieżą. Niesamowite wrażenie sprawiała ta cisza, która zapadła w chwili, gdy w uroczystej procesji wniesiono na ołtarz Monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Zamilkł ponad milion ludzi i zamilkła przyroda - w cichej adoracji. W tamtej chwili oczywistym było, że każdy był sam na sam z Bogiem. Słońce zachodziło ukazując u schyłku dnia swoje najpiękniejsze światło, a na Brzegach zajaśniał dywan miliona świec zapalonych w rękach zgromadzonych. Cudowny widok. Cudowne wzruszenie i cudowna ta modlitwa zsyłająca pokój serca i siłę. Cudowne doświadczenie jedności wszystkich narodów. Różne rasy, różne kultury, różne zwyczaje - a jedna wiara w prawdziwego Boga - Zbawcę, który stwarza i kocha, który jest Życiem i Dobrem, który łączy, a nie dzieli. W Tego, który kocha wszystkich razem, lecz każdego z osobna tak mocno, jak nikogo innego. W Boga, który jest samą Miłością, zbyt często odrzucaną przez ludzi.

Później noc rozbrzmiała wielkim uwielbieniem - do późnych godzin artyści z całego świata śpiewali na chwałę Pana, a ci, którym upalna pogoda dnia nie odebrała sił w nogach - towarzyszyli im w tańcu. Tej nocy zebrani nie rozchodzili się do swoich miejsc noclegowych - pola w Brzegach usłane były ponad milionem karimat, śpiworów i małych namiotów. Noc upłynęła bardzo spokojnie.

Niedzielna Msza Posłania oficjalnie zakończyła obchody Światowych Dni Młodzieży. To wówczas padła zachęta papieża Franciszka do tego, by wstać z kanapy i założyć dobre buty i ruszać w świat z Chrystusem. Po intensywnych przeżyciach minionych dni trudno było przyjąć do wiadomości, że świętowanie zbliża się ku końcowi. Lecz zarazem w rozmowach przebrzmiewało, że właśnie zakończenie ŚDM w Krakowie to początek nowego wyzwania - młodzi ludzie umocnieni żywiołem Ducha Świętego, który wprost "szalał" w Krakowie w tamte dni mają Go zanieść tam, gdzie Światowych Dni Młodzieży nie było... Z tą świadomością wróciła także do swojej parafii czterdziestka z Klimontowa, Goźlic, Mydłowa i Chobrzan. Powyższa relacja z ich pobytu w Krakowie wychodzi spod ręki kogoś, kto był w gronie owej czterdziestki. Osoba ta przeżywała, wzruszała się i modliła razem z 1,5-milionowym zgromadzeniem młodych chrześcijan z całego świata. Mając w pamięci niezwykłe 7 dni spędzone w Krakowie, śmie nadto stwierdzić, że był to święty, natchniony czas, pełen pokoju i miłości - lekcja i przykład na tak zwaną "szarą codzienność". Z Krakowa powróciły serca pełne nadziei, że Światowe Dni Młodzieży wydadzą we właściwym czasie wspaniałe owoce. Na całe życie pozostaną w pamięci cudowne wspomnienia - dane nam było spotkać i poznać podczas tych niezwykłych dni wspaniałych ludzi - poczynając od gospodarzy domu, który gościł klimontowską czterdziestkę: pani Haliny i pana Andrzeja z Zelczyny, dzięki których życzliwości i serdeczności cała grupa mogła czuć się jak w domu - na bardzo przyjaznych i pomocnych funkcjonariuszach służb strzegących bezpieczeństwa kończąc. Na każdym kroku odczuwalna była piękna polska gościnność Krakowian, którzy zdecydowali się nie uciekać z miasta na czas ŚDM oraz mieszkańców okolicznych miejscowości. Dobroć wypływająca z prostych, drobnych gestów, np. gdy na drodze do Brzegów grupy pielgrzymów szły w ogromnym upale z pewnego domu wyszła pani niosąc tacę z ułożoną na niej piramidą pysznych racuszków z borówkami, którymi częstowała przechodzących - uśmiech, dobre słowo, pamiątkowe zdjęcie, "Szczęść Boże!" na drogę. Czy też dziesiątki stolików obładowanych wodą i domowym zimnym kompotem przy bramach domostw i zapraszający na łyk ochłody gospodarze. Czy też chłopaki chłodzący przechodzące grupy natryskami z węży ogrodowych, w spontanicznie organizowanych kurtynkach wodnych. Śmiech, dużo radości, żarty - od razu upał stawał się mniej dokuczliwy.  Wzruszająca była dobra wola wielu kierowców - gdy w późnych godzinach nocnych wielu pielgrzymów stało przez koniecznością kilkukilometrowego marszu z uwagi na brak autobusów do podkrakowskich miejscowości - ochotniczo jeździli i pomagali bezpiecznie dotrzeć zmęczonej młodzieży do ich miejsc noclegowych. Sytuacji, gdy ludzie samoczynnie spieszyli z potrzebną pomocą i wsparciem można by opisać jeszcze bardzo wiele. Zaskoczenie i wzruszenie serdecznym przyjęciem widoczne było także wśród cudzoziemców. Serce rośnie na myśl, że przyjechawszy do naszego kraju powrócą do swoich Ojczyzn z nieraz zupełnie innym przekonaniem dotyczącym Polaków - przekonaniem opartym na własnym doświadczeniu, a nie stereotypach oraz - co istotniejsze - że w Polsce doznało umocnienia i radości z wyznawanej wiary tak wielu młodych ludzi, pochodzących z różnych, często ogarniętych wojną lub szkodliwymi ideologiami regionów świata. Niech będą oni iskrą Bożą, która ogarnie płomieniem cały świat. Amen.

Karolina Maj